kartko słowem nie pokalana
drżysz od niepokoju
przeraźliwie biała

przychodzę więc nocą
i bez żadnej asysty
czynię transfuzję krwi
(krwiodawcą-czarny długopis)

potem do rana
przy użyciu wszystkich umiejętności
szyję głęboką ranę wiersza

ona nie goi się nigdy

Adam Ziemianin


 



























What: Płyta, Wenecja i inne...
When: sobota, 8 maja 2010
At: 22:24:25
Write Dodaj komentarz;

W ciągu ostatniego miesiąca wydarzyło się dużo...
Zacznijmy może od początku...
Czyli od nagrania :)
A więc nagraliśmy płytę. Siedzieliśmy w DA kilka godzin (tak gdzieś z 6 chyba) i pod koniec wszyscy byli zmęczeni. Każdy dawał z siebie wszystko i jakoś poszło. Ostatnio słuchaliśmy nawet tego nagrania. I chyba większość z nas jest zadowolona. Ja oczywiście nadal nie lubię swego głosu, ale to nie zmienia faktu, że chcę się dokształcać muzycznie by śpiewać coraz lepiej. Ad Maiorem Dei Gloriam! Zawsze :) Siedząc w kościele z tym zespołem poczułam (nie po raz pierwszy z resztą), jakbym była w domu. Wśród "swoich". I chociaż od razu przyszedł strach i zwątpienie, bo przecież nie mam prawa czuć się w ten sposób, nie ja... Nie mówiąc o tym, że tyle razy byłam już odrzucana, że boję się, zwyczajnie boję się, że po raz kolejny będę budować na iluzji i po raz kolejny wszystko się rozsypie, a ja zostanę z jeszcze większą raną w sercu... Ale nie mogę się przecież zamykać na drugiego człowieka tylko dlatego, że zostałam zraniona. Także będę dawać z siebie wszystko tym, którzy będą chcieli brać, a jak zostanie to odwzajemnione to miło :)
Tyle na razie refleksji na Efraimowe tematy, przejdźmy do Wenecji :)
I Słowiańsko Rycerska Majówka Wenecka. Taka była nazwa imprezy, na której byłam w "długi" majowy weekend. I było... zacnie :) Wenecja, leżąca koło Biskupina (tak mniej więcej) to nieduża wieś bardzo malownicza i posiadająca własne ruiny zamku. Włóczyliśmy się po niej w naszych mniej lub bardziej średniowiecznych strojach i bawiliśmy się znakomicie, na przykład machając ogniem. Bo jak to na tego typu imprezach bywa były różne turnieje, w tym właśnie fireshow. Cztery dziewczyny pomalowane na niebiesko jako Na'avi i jeszcze jeden Marine (w tej roli nasz "rodzynek")... Nic dziwnego, że nikt nie przeszedł koło naszego występu obojętnie (zostaliśmy nagrodzeni rzecz jasna :D). A potem stanie przez półtorej godziny w "kuchni" i zmywanie z siebie niebieskiej farby... Fajnie było :D
Na pewno przez majówkę odpoczęłam i przemyślałam wiele spraw...Na przykład tych sercowych. I doszłam do wniosku, że muszę się wreszcie ogarnąć. Boli i boleć będzie przez najbliższy czas, lecz jest to ból... przyjemny. Robię to dla siebie. I w końcu będzie dobrze. Musi być :)
Tym optymistycznym akcentem kończę na dzisiaj. I obiecuję (sobie głównie), że następna notka będzie bardziej... refleksyjna. Muszę znowu nauczyć się posługiwać słowem pisanym. Bo... tak, chcę wrócić do moich nieskończonych opowiadań. Moi bohaterowie czekają na ciąg dalszy swoich przygód. Więc nie mogę ich zawieźć.




{powrót}





Created by Diana Thomson